Make your own free website on Tripod.com

 

Sprawcy

Co Ci zrobię, jak Cię złapię, czyli o pracy ze sprawcami przemocy.

Jacek Lelonkiewicz, Ośrodek Terapii Rodzin

Dwa słowa samookreślenia

Pracując od kilku lat w Ośrodku Terapii Rodzin w Łodzi, placówce od początku zajmującej się problemami związanymi z przemocą domowa, stałem się terapeutą - ochotnikiem pracującym ze sprawcami przemocy. Stało się tak po trosze z powodu mojego poczucia odpowiedzialności oraz zasad etycznych, widziałem bowiem, że przychodząc do placówki są oni często „traktowani po macoszemu” , co w stosunku do każdego klienta zawsze budziło mój sprzeciw.

W ten sposób zebrałem doświadczenie w pracy ze sprawcami – zacząłem od założenia, że nie mogą „ być gorsi”, być gorzej traktowani, gdy przychodzą po jakiegoś rodzaju pomoc. To założenie jest obecne w mojej pracy cały czas, niezależnie od tego, jak bardzo negatywnie oceniam postępowanie każdego, kto krzywdzi innych.

Zaproszony do napisania tych uwag, dzielę się swoim doświadczeniem wynikającym z praktyki. W artykule zajmował się będę sprawcami przemocy domowej i tylko nimi.

Czy należy pracować terapeutycznie ze sprawcami?

 

Co to za dziwne pytanie. A jakże by inaczej ?!

Tak odpowie każdy profesjonalista , którego o to zapytamy. Ale jeśli spróbujemy zadać to pytanie tylko nieco inaczej : czy należy sprawcom pomagać? – odpowiedzi stają się bardziej wyważone i mniej jednoznaczne. Zacznie się rozważanie w czym pomagać, co będzie właściwe , a co nie. Na ile można sprawcę wspierać w realizowaniu jego własnych celów, na ile można mu wierzyć, akceptować jego punkt widzenia, na ile właściwe jest konfrontowanie go z posiadaną przez nas wiedzą na temat jego czynu ( chyba raczej punktem widzenia ofiary czy świadka?! ).

A jeśli nie tylko pytać, ale i przyjrzeć się temu , co robione jest wobec sprawców w trakcie spotkań z terapeuta – odpowiedź na to oczywiste pytanie może być jeszcze inna. Do stawianych przed momentem pytań dojdą jeszcze argumenty , uzasadniające taki, a nie inny punkt widzenia.

Praca ze sprawcami uwikłana jest bowiem w moralne oceny ich czynów i kontekst sytuacyjny w jakim trafiają do terapii. Nie jest bowiem rzeczą obojętną jeśli sprawca trafia do gabinetu po spotkaniu się terapeuty z jego bliskimi, przerażonymi i opowiadającymi przerażające historie, lub noszącymi widoczne ślady pobicia. Nie jest rzeczą obojętną, jeśli wcześniej nasi współpracownicy , widząc w naszej liście przyjęć czyjeś nazwisko opowiedzą nam całą historię jego ofiary i jej cierpień. Historię , która zwykle niesie już w sobie ocenę moralna, lub do takiej skłania. Stawia nas to natychmiast w bardzo trudnej sytuacji, nie dlatego, żebyśmy nie byli w stanie zidentyfikować się czy zgodzić z tą oceną, ale właśnie dlatego , że jej dokonamy i będziemy musieli w trakcie naszej pracy dbać o to, aby tę ocenę i wiedzę „ brać w nawias „ , nie pozwalać sobie na pokusę ulegnięcia jej.

Jeśli ugniemy się i zareagujemy w trakcie naszego spotkania z perspektywy tej oceny – sprawca natychmiast to odczuje i będzie już wiedział, że ma przed sobą sędziego i prokuratora w jednej osobie, a nie terapeutę, który ma mu pomagać. A nikt, kto ma choć trochę oleju w głowie nie będzie pomagał sędziemu oskarżyć się i skazać. Zwłaszcza, jeśli nie po to przyszedł.

Następnym aspektem tej sprawy jest kwestia urazu , jakiego jako osobom pomagającym nie wolno nam zafundować naszemu klientowi. Urazu do terapii, do „instytucji” terapeuty i placówki, w jakiej sprawca spotkał się z nami. Ten aspekt dotyczy etyki zawodowej i nie będę go rozwijał, mając jedynie nadzieję, że osoby czytające powyższe uwagi podzielają ze mną wspólny kodeks etyczny pracy zawodowej.

Sprawą osobną jest kwestia dobrowolności lub nie naszego klienta – sprawcy. Niestety w wielu przypadkach klient kierowany traktowany jest przez osoby pomagające jako „gorszy” rodzaj klienta, nie nadający się do normalnej pracy, gorzej rokujący, trudniejszy, itp. Jest to oczywiście rodzaj wstępnych oczekiwań terapeuty zakładanych przed terapią, mających wiele wspólnego z samospełniajacą się przepowiednią. Nie zgadzam się, jak widać , z takim stawianiem sprawy. Pracując jako terapeuta krótkoterminowy BSFT nie uważam za realne istnienia tzw. oporu, braku motywacji, itd. Jest to moim zdaniem raczej kwestia dopasowania modelu pracy terapeuty do oczekiwań klienta, umożliwienia klientowi łagodnego przejścia do nowego sformułowania jego celów i pozwolenia mu na wyciąganie własnych wniosków i decyzji w trakcie terapii i poza nią.

Terapia sprawców uwikłana jest także w motywację do pomagania , jaką do tej pracy wnoszą terapeuci. I nie chodzi mi tutaj o generalna motywację do podjęcia takiego rodzaju pracy zawodowej, do bycia „ pomagaczem” , a raczej o motywy dla jakich decydujemy się spotkać na gruncie terapii ze sprawcą i podjąć jakikolwiek wysiłek zmierzający w stronę osiągnięcia „ korekcyjnych” czy „ terapeutycznych” rezultatów. Łatwo jest bowiem zabrać się za pomaganie sprawcom po to , aby „ulżyć rodzinie”, aby ich „skorygować”, aby zrozumieli swoje błędy, aby dotarło do nich , ile zła wyrządzili. Nie jest to oczywiście praca terapeutyczna – raczej wychowywanie sprawcy i korygowanie jego zachowań, bliższe oddziaływaniom pedagogicznym. A to wymaga jasnego postawienia i innego rodzaju kontraktu ze strony terapeuty.

Oczywiście – znowu etyka – jeśli chcemy być uczciwi.

Kto bywa sprawcą?

To znowu trywialne pytanie i część odpowiedzi na nie nasuwa się sama. Sprawcą jest osoba, która dopuściła się przemocy wobec swoich najbliższych.

Uważajmy na pułapki, jakie zastawia na nas język. Mówiąc o sprawcy, automatycznie zaczynamy rozmawiać o mężczyźnie – co wspiera znów statystyka , ale nie zawsze znajduje to potwierdzenie w praktyce. Sprawcami są przecież także kobiety i dzieci. Nie tylko sprawcami przemocy wobec własnych partnerów, ale rodziców, dzieci, rodzeństwa.

To oni są przede wszystkim sprawcami „wtórnymi” , sprawcami poszukującymi odpłaty za własne krzywdy. To groźny rodzaj sprawcy, zyskuje on bowiem łatwo sojusznika w terapeucie. Każdy z nas chciałby bowiem , aby świat był miejscem sprawiedliwym ( a już zwłaszcza dla nas ) i aby słuszna kara spotykała zło. To sprawca – ideolog, czyniący zło w imię słusznej sprawy. Często uzasadniała podobnie swoje postępowanie ta osoba, która była krzywdzicielem.

Osoby doświadczające przemocy są również sprawcami powielającymi przemoc na zasadzie pośredniego odreagowania własnych stanów emocjonalnych . Niedaleko stąd do wizji sprawcy, nie posiadającego umiejętności kontroli swojego zachowania w sytuacji stresu.

Te dwa aspekty sprawcy – ofiary trzeba mieć w pamięci spotykając się z kimś, kto przychodzi do nas w „ aureoli” ofiary lub „z garbem” sprawcy . Pamiętać trzeba o nieustannej dynamice relacji w związku sprawcy i ofiary . Życie naszych klientów znakomicie wymyka się prostym ocenom i ustalonym sądom.

Pamiętać trzeba również o groźnym dla każdego terapeuty relatywizmie, w jaki łatwo wpaść, przyglądając się motywom postępowanie sprawców i ofiar. Niezależnie od rozumienia mechanizmów psychologicznych – człowiek krzywdzący jest sprawcą przemocy, a skrzywdzony – jego ofiarą.

Po co sprawcy trafiają do terapii?

Sprawcy nie są najczęstszą kategorią klienta trafiającą do terapii w placówce ambulatoryjnej terapii problemów rodzinnych. Trafiają się rzadko i zwykle szybko wypadają z pracy. Preferują kontakt indywidualny, albo spotkanie z żoną – zwykle jednorazowe i ukierunkowane na przekonanie jej do powrotu.

W mojej praktyce zdarza się kilka typowych postaw zgłaszających się sprawców, związanych z okolicznościami w jakich trafiali oni do terapii. Dla lepszego zrozumienia nazwijmy ich :

· Sprawca nieugięty wojownik

Kategorię tę opisać można na przykładzie Pana Adama. Pan Adam rozsiadł się wygodnie w fotelu, czekając na mnie. Zaproszony, wszedł do mojego pokoju i przystąpił do rzeczy : „Przyszedłem tutaj dlatego, że mi kazali. Byłem w ( nazwa placówki ) i tam mi powiedzieli, że jak chcę widzieć się z dziećmi, to muszę przyjść tutaj. A dzieci ja muszę widzieć, bo jestem ojcem.”

Na pytanie o kontakty z byłą żona odpowiedział : „To jest Pani ( tu nazwisko ), a nie moja żona. To była pomyłka, a nie moja żona. Ta zdzira nie powinna dalej nosić mojego nazwiska, a ona go sobie nie zmieniła, pan sobie wyobraża?!”

W trakcie rozmowy jasno określił, że jedynym jego celem jest kontakt z dziećmi i niczego nie zamierza zmieniać, ani w sobie, ani w swoich sposobach zachowania. Jest zwolennikiem twardej ręki, byłym żołnierzem jednostek specjalnych i uważa, że przyczynami wszelkich niepowodzeń, czy to jego osobistych, czy państwa , czy kolejnych rządów jest zbytnia miękkość. „Mój ojciec mnie bił i dobrze robił, bo wyrosłem na uczciwego człowieka. A Pani pozwala tym dzieciakom na wszystko i one nie chcą się uczyć, albo widzieć ze mną. Pan widział, jak mój syn wygląda? Pan widział ten jego kolczyk? No ja myślałem, że mnie trafi szlag , jak to zobaczyłem.” Pan Adam twierdzi, że oboje z żona szarpali się często i on nie był w tych „przepychankach” postacią aktywniejszą. Nie zamierza rozmawiać z żoną na jakiekolwiek tematy, nawet dotyczące dzieci. W trakcie sprawy sądowej nie został skazany za znęcanie się, sprawę umorzono.

· Sprawca poszukiwacz albo kochający tata

Pan Bogdan pojawił się w Ośrodku poszukując swoich dzieci i żony. Jak mówi bardzo go zaniepokoiło ich zniknięcie. Poszukiwał ich przez Policję i stamtąd skierowany został do placówki. Zależy mu na ich powrocie do domu, bo ich pobyt w schronisku jest w zasadzie pomyłką. Przyznaje, że dochodziło w domu do sprzeczek, ale nie chce rozmawiać na ten temat ; zależy mu na szybkiej rozmowie z żoną i dziećmi, aby „wszystko wyjaśnić” i zabrać ich do domu. Chce naprawić wspólne życie , ale bez wracania do przykrych spraw związanych z przemocą. Nie ma do żony pretensji, ‘było, co było”. W najbliższych dniach będzie pojawiał się przynosząc dla rodziny torby z zakupami, kwiaty dla żony i pierścionek, o jaki go poprosiła.

· Sprawca ścigany albo dziwi mnie to ogromnie

Pan Czesław pojawia się w Ośrodku niedługo po tym, gdy powiadomieni zostaliśmy o złożeniu przez jego żonę pism w prokuraturze i sądzie w sprawach o znęcanie i rozwód. Nie powie o tym ani słowa, przez pierwsze dwa spotkania opowiadał będzie o swojej krzywdzie i ciężkim życiu w dzieciństwie i obecnie. Na trzecim z rzędu spotkaniu poprosi o zaświadczenie, że uczęszcza na terapię - dla sądu. Zapytany o przyczyny złożenia wniosków przez żonę nie może się nadziwić o co jej może chodzić.

· Sprawca jeniec wojenny albo pozytywny przykład

Pan Damian wie, że postępował źle. Wcale go to nie dziwi, ze żona odeszła. Zgadza się z opinią, że powinien zmienić swoje postępowanie. Niezbyt chętnie opisuje swoje niewłaściwe zachowania wobec żony i dzieci, ale nie unika odpowiedzi w sposób otwarty. Nie chciał nigdy wcześniej zgłaszać się do terapii. Sądzi, że dobrze byłoby, gdyby umiał radzić sobie ze złoszczeniem się, nie tylko w domu , ale i pracy. Identyfikuje swój brak kontroli jako podstawowy problem.

· Sprawca ofiara

Pan Edward został skrzywdzony. Żona niesprawiedliwie oskarżyła go w sądzie, jego siostra „przez złośćświadczyła przeciwko niemu, sędzina „też baba” uwzięła się i nie chciała zrozumieć. Przyjechał do mnie, bo w aktach sprawy znalazł adnotację, że żona kontaktowała się z Ośrodkiem, chce wiedzieć co ona na niego nagadała. Chce , abym przyjechał do niego do domu i zobaczył „ jaka z niej gospodyni”. Wszędzie bałagan, brud, on musi sobie sam prac koszule, a ona chodzi i mówi, że nie może jej nic zrobić. Nigdy jej nie bil, wręcz przeciwnie – ona go kilka razy pobiła, ale się nie skarżył, bo jest mężczyzną. Ma ze sobą kasetę wideo z nagraną kłótnią, chce abym je obejrzał, „to zrozumie pan , jaka to kobieta”.

Omijam tutaj kilka innych sytuacji:

· Sprawce dowódcę komanda, przyjeżdżającego z kolegami pod Ośrodek , aby zabrać· żonę albo zdemolować· placówkę.

· Sprawcę widmo przychodzącego zobaczyć· się z żoną i unikającego kontaktu z pracownikami.

Omijam też w całości sprawę alkoholu, który bywa często obecny i jest zwykle minimalizowany przez sprawce. Oczywiście wymaga on uwzględnienia i odpowiedniej interwencji, może być jednak obecny w każdym z tych przypadków.

Motywacja – rzecz nabyta

Skoro tak poplątane są motywy , które deklarują sprawcy trafiając do terapii i skoro tak niekonstruktywne są niektóre z nich – co można zrobić, aby zmienić ten stan, aby zbudować konstruktywną motywacje do zmian?

Pierwszoplanową sprawą jest zwrócenie uwagi na milczące założenie, jakie stawiając to pytanie robimy w kontakcie ze sprawcą, że on i jego rodzina potrzebują jakiegoś rodzaju zmiany. Zwykle rozumiemy ją bardzo konkretnie i sądzimy, że potrzebna jest zmiana zachowania sprawcy. Tymczasem tylko Pan Damian ( sprawca pozytywny przykład ) chciał się zmieniać.

Pozostali Panowie nawet jeśli widzieli coś niewłaściwego w swoim postępowaniu nie mieli ochoty nic robić ze sobą. Przychodzili, aby zabrać rodzinę do domu i aby zmniejszyć swój lęk przed karą.

Założenie o potrzebie zmiany jest często stawiane przez otoczenie. To typowa reakcja świadka przemocy, usiłującego poradzić sobie ze swoimi emocjami. To typowa reakcja członka społeczności zaniepokojonego łamaniem panujących w niej zasad ( prawa ).

Chciałbym zaznaczyć to wyraźnie : moim zdaniem łamanie praw ( zasad, przykazań ), obowiązujących w społeczeństwie musi być karane. Wymaga tego porządek społeczny, niezbędny dla poczucia ładu i bezpieczeństwa każdego z nas. Ale w każdej społeczności i każdym czasie historycznym może on wyglądać inaczej. To dlatego właśnie nasi dziadowie nie widzieli nic złego w np. surowym biciu dzieci.

Społeczność musi bronić swoich praw i karać osoby , które je łamią, ale jest to poziom prawny i nie ma to nic wspólnego z psychoterapią czy interwencją kryzysową. To zajęcie dla organów ścigania i sądów.

Terapeuta może uczestniczyć w tej części naprawiania krzywd i wypłacania kar jedynie na zasadach określanych w prawie i normach społecznych. Jego praca zawodowa, polegająca na pomaganiu ludziom zgłaszającym się po pomoc winna być od tego osądu wolna. A sprawca nie zgłasza się do nas po wyrok.

Można zatem założyć, że w większości przypadków sprawca nie miał motywacji do psychoterapii. Co zatem zrobić, aby można było jemu i jego rodzinie pomóc?

Dobrze byłoby w tym miejscu na początek rozdzielić sprawcę i jego najbliższych. Ich sytuacja jest bowiem zupełnie inna; łączą ich co najwyżej przeszłe zdarzenia ( bo nie : doświadczenia ).

Co się dzieje w sprawcach ?

Zasadniczym rodzajem emocji pojawiającej się w opisach motywów lub stanu emocjonalnego sprawcy jest niepokój lub złość w różnym nasileniu. To najczęstszy powód pojawienia się sprawcy w placówce i wszczynania poszukiwań ofiary. Spróbujmy uporządkować to, co dzieje się wewnętrznym świecie sprawcy, dzieląc sprawców na dwa typy :

1. tych, u których powodem agresji jest nieumiejętność2. znoszenia stresu , a agresje rozpatrywać3. można jako emocjonalne rozładowanie

4. tych , u których agresja jest formą usiłowania sprawowania kontroli nad otoczeniem

W przypadku pierwszego typu sprawcy częste jest unikanie kontaktu z ofiarą czy profesjonalistami, nie zgłaszanie się , nie podejmowanie poszukiwań. Podobnie reaguje spora cześć sprawców zachowujących się agresywnie po alkoholu. Przeżywają oni dużo złości do siebie i ofiary, którą obwiniają za wydarzenia. Jest to oczywiście próba racjonalizacji swojego niezrozumiałego zachowania. Sprawca odczuwa czasem niepokój „co się ze mną dzieje, nie potrafię nad sobą panować” , niemal dr Hyde obawiający się swojego drugiego ja . Poza przypadkami patologicznymi, niezdolnymi do rozpoznania swoich czynów z powodu uszkodzeń OUN, ograniczenia świadomości w przebiegu psychoz , czy możliwości rozumienia czynu w przypadku ograniczeń umysłowych albo patologii środowiskowej , sprawcy mają zwykle świadomość swoich wykroczeń. Nie widząc sposobu na opanowanie swoich „instynktów” nie mają lepszego sposobu na radzenie sobie z lękiem niż złoszczenie się na ofiarę i jej „sprzymierzeńców” oraz próby „ zapomnienia” tego co się stało. W kontakcie z terapeutą prezentują oni zawężenie repertuaru zachowań do lękowego atakowania na zmianę z podporządkowywaniem się i wycofywaniem. Jeśli nie udaje się wyjść poza ten rodzaj relacji i znaleźć dalszych celów do pracy – łatwo wypadają z kontaktu.

W przypadku drugiego typu sprawców wyjaśnienie ich postępowania wydaje się być dość proste : to jasna konsekwencja prób kontrolowania zachowania ofiary w sytuacji, gdy wydaje się ona wymykać.

Jeśli częstym powodem dla którego sprawcy przemocy uciekają się do agresji wobec ofiary jest nasilanie prób kontroli, w sytuacji gdy ofiara nie podlega już ich wpływom niepokój ich jeszcze się wzmaga z powodu poczucia winy i przewidywanej kary. Podejmują oni często podobne działania jak przed ucieczką ofiary , stosując na zmianę straszenie i uwodzenie ofiary, groźby i próby przekupstwa, aby nabrać pewności, że uda im się uniknąć odpowiedzialności. W przypadku kontaktu z profesjonalistą są oni skłonni do powierzchownego przyznania swojej winy, ale rzadko do jej przyjęcia. Bywają skuteczni , znając dobrze sposoby na przekabacenie ofiary, zwłaszcza gdy waha się ona wciąż pomiędzy chęcią odejścia a powrotem do sprawcy.

Co można dobrego zrobić dla sprawcy?

Nie uda nam się zrobić niczego, jeśli stracimy z nim kontakt. Podstawowym więc zadaniem terapeuty jest nawiązanie i utrzymanie ze sprawcą kontaktu .

Ludzie są skłonni trwać z kimś w kontakcie tak długo, jak długo to wydaje się im dobre dla nich samych. Jak długo uznają, że przy jego pomocy uda się osiągnąć coś cennego, lub jak długo zyski przewyższać będą straty .

Zatem najprostszym sposobem, aby ktoś uważał, ze spotykanie się z nami ( terapeutami ) jest dobre dla niego jest sprawienie, aby widział w nas swoich sojuszników w drodze do osiągnięcia własnego celu.

Najczęściej werbalizowanym celem sprawców jest powrót rodziny do domu. Sam w sobie , w każdym innym kontekście - gdy nie mielibyśmy w pamięci dawnego zagrożenia jakie stanowiło dla ofiary zachowanie sprawcy – cel ten wydawałby się całkiem dorzeczny i godzien wsparcia. Gdyby taki cel sformułowany został przez samotnego mężczyznę stęsknionego za bliskimi po długim kontrakcie zagranicznym, przez małżeństwo żyjące w separacji z powodu wzajemnych pretensji o zdrady- większość terapeutów zdecydowałaby się przynajmniej sprawdzić, czy cel ten odpowiada obu stronom.

W przypadku sprawców – niestety nie. Konsekwentnie dbając o zdrowie i życie jego rodziny nie tylko nie podejmiemy tego wątku ( albo chociaż odwleczemy go w czasie , aż sprawca przejdzie jakieś terapie ), ale z niepokojem badać będziemy ( czytaj: odradzać ) jego bliskim zgodę na taki krok.

Tymczasem właśnie to wydaje się być dla większości sprawców jedynie warte zachodu kontaktowania się z profesjonalistą.

Odrzucając ten cel popełniamy błąd . Cel każdego człowieka wart jest naszej pracy i rozważenia.

· Pan Adam nie widział możliwości , żeby żona zgodziła się na jego spotkania z dziećmi. Miał rację – odmówiła od razu, opisując jak bardzo ją krzywdził i jak dużo lęku budzi w dzieciach. Zapytany o to, co zmieniłoby dla niego widywanie się z nimi, powiedział, że byłby wtedy pewien, że :”ta suka nie wykoślawi” jego dzieci – innymi słowy: że będzie miał wpływ na ich wychowanie. Problemem było tylko to, że dzieci rzeczywiście się go bały i unikały go – uciekając na ulicy, jeśli zbliżył się zbytnio.

· Pan Damian szybko mówi, że chce nauczyć się kontrolować swoje wybuchy gniewu i zachowywać spokój. Zapytany o sytuacje, gdy jest to już w stanie robić, opisuje spotkanie z teściami, gdy pijany teść zaczął robić mu wyrzuty, że jest nieudacznikiem i terroryzuje rodzinę. Pan Damian szybko wtedy wyszedł i następnego dnia zadzwonił do teścia, aby powiedzieć mu o swoim niezadowoleniu z tego wydarzenia. Udało mu się nie wybuchnąć, bo powiedział sobie, że nie warto – dokonał zatem rodzaju intelektualnej analizy sytuacji. Przypomina sobie też sytuację w sklepie, gdy zachował się podobnie. Taki rodzaj myślenia pomagał mu automatycznie uruchamiać dystansowanie się do sytuacji i wygaszał emocje.

· Pan Edward chce nabrać pewności, że uda mu się wygrać sprawę w sądzie. Wszystko wskazuje niestety, że ją przegra. Będzie musiał wtedy przy rozwodzie oddać żonie część majątku – a przywykł myśleć , że dom jest „jego” - i pogodzić się ze spotkaniami żony i córki. Kiedy terapeuta nie zgodził się na wizytę w jego domu, ani na oglądanie taśmy wideo, mówiąc, że i tak nie będzie wyrażał w sądzie o tym swojej opinii – pan Edward zapytał: „No tak, to co pan może dla mnie zrobić ?”

Przyjęcie celu klienta powoduje zwykle osłabienie jego napięcia i opadniecie emocji. Nie ma już z kim walczyć, trzeba pomyśleć, jak z korzyścią dla siebie zagospodarować to spotkanie.

· „ Czy dobrze rozumiem, że chce pan widywać się z dziećmi, żeby mieć pewność że uda się je dobrze wychować ?” Pan Adam spojrzał na mnie , jakbym był lekko niedorozwinięty. „Oczywiście, tak właśnie mówiłem” . Sprawdziliśmy teraz jak ocenia szanse realizacji tego celu. Na tę chwile niezbyt wysoko, bo dzieciaki się go boją. A gdy – przypuszczalnie – nie będą się go już bały, jak inaczej będzie z nimi postępował, co innego robił?

W terapii krótkoterminowej BSFT, która stosuję w mojej pracy ważnym elementem jest wsparcie klienta w stworzeniu obrazu oczekiwanej sytuacji. Wizja taka pomaga klientowi w planowaniu kroków dla zrealizowania pożądanych zmian w realiach jego życia.

· „ W takim razie co może pan zrobić, żeby oswoić dzieci ze sobą, żeby panu ufały choć trochę?” To było dla niego oczywiste: powinien próbować się z nimi widzieć , ale nie tak jak to robił kiedyś, bo wtedy uciekały. Powinien chodzić do szkoły i zostawiać tam dla swoich dzieci prezenty, aby ich matka nie mogła im ich odebrać i sprzedać od razu. Powinien dzwonić do nich, kiedy jej nie ma w domu, żeby mógł im powiedzieć , że je widział, jak szły do domu. Powinien poczekać , aż same uznają, że mogą z nim porozmawiać.

Mamy tu jakby przeformułowanie celu, a może jego uszczegółowienie . Zmienia się tez zwykle postać celu – staje się on akceptowalny społecznie , sprawca sam dostosowuje go tak, aby nie budził już zastrzeżeń i prawdopodobne było jego osiągnięcie.

· Pan Edward zapytany , co może zrobić , aby przekonać sąd , mówi: „Powiedzieć jej (sędzinie ) , jak było. Ale ja już powiedziałem. No i nie wiem, jak przegram, to się odwołać

Ludzie o wiele lepiej uczą się nowych rzeczy, zmieniając swoje przyzwyczajenia lub tworząc nowe, kiedy zmiana wynika z ich własnych przemyśleń, a nie prawd objawionych. Stają się przy tym bardziej realistyczni, sami określając szanse na realizację poszczególnych działań i planując takie, które wydają się być możliwe.

Jeśli uda się dobrze sformułować cel z jakim przyszedł klient, dookreślić go tak, aby możliwa była jego realizacja, a na koniec zaplanować pierwsze kroki prowadzące do niego – to , co pozostaje nam do zrobienia , to już tylko sprawdzanie postępów na zaplanowanej drodze i jej ewentualne korygowanie. Efekty przychodzą niemal samoczynnie.

· Pan Bogdan przychodząc na kolejne spotkania opowiada o przeprowadzanych z żoną rozmowach, które są dla niego bardzo trudne, ale widzi, jak potrzebne były żonie i jak mało on wiedział o jej punkcie widzenia na wspólne życie .Mieszkają już razem, a on zastanawia się nad zaplanowaniem wyjazdu z dziećmi na urlop. Żona nadal mu nie ufa, ale „trudno, żeby tak od razu po tym wszystkim zaczęła. Muszę jej pokazać , że się naprawdę zmieniłem, to może zaufa trochę bardziej. Chociaż pewnie TO w niej zostanie. Trzeba będzie nauczyć się z tym żyć

· Pan Adam przyszedł do mnie po kilku spotkaniach i oznajmił: „Zaskoczę pana . Wie pan, gdzie byłem wczoraj wieczorem? U moich dzieci . Same mnie zaprosiły, jak JEJ nie było. Zadzwoniłem, a syn mi powiedział: tatuś przyjdź do nas. Byłem tam ze dwie godziny. Ostatecznie to jest ciągle moje mieszkanie ( pan Adam nie podzielił majątku z byłą żona ). No i co pan na to?”

Pogratulowałem , że udało mu się przekonać do siebie dzieci.

A zatem :

· Docenić, że przyszedł

· Wysłuchać

· Zapytać o cel

· Przyjąć do wiadomości

· Sprawdzić realność

· Określić realizację

· Badać postępy

Co dobrego można zrobić dla rodziny?

Rozdzielenie , jakiego dokonałem powyżej zmusza mnie do powrotu do sprawy rodziny.

Pracując z rodziną uwikłaną w problematykę przemocy pamiętam zawsze, że prawdopodobna jest sytuacja, gdy wszyscy jej członkowie mają różne cele. Nadmiarowe byłoby zatem oczekiwanie , że możliwe będzie znalezienie wspólnego mianownika i doprowadzenie do jedności, albo przeciwnie - rozdzielenie ich, jeśli tego nie będą chcieć. Podstawową zasadą jest tutaj dbanie o interesu każdej z osób. Nigdy nie doprowadzę do spotkania członków rodziny – sprawcy i jego ofiary – jeśli nie sprawdziłem wcześniej, że obie strony sobie tego życzą. Nigdy również nie będę pośredniczył w przekazywaniu jakichkolwiek próśb czy informacji. To komunikat, jaki moi klienci dostają na samym początku pracy ze mną. Jeśli mam im pomagać , muszę dbać o ograniczanie możliwości stania się stroną w ich konflikcie. Ze względu na groźbę powtórnego zranienia pilnować trzeba również uważnie ich sposobów komunikacji w czasie wspólnych sesji. W razie potrzeby – rozdzielać i proponować dalszą pracę indywidualnie. Pamiętać o niekonsekwencji postępowania typowej dla obrazu ofiary i nie gniewać się o to. A nade wszystko : dbać o cele , nad jakimi klienci chcą pracować.

Jakie są pułapki w pracy ze sprawcami?

Przestrzegałem już przed nimi powyżej, zatem tylko skrótowo :

· Unikać bycia dla nich Sędzią, nawet jeśli o to wydają się prosić .

· Nie zostać ich Wspólnikiem, jeśli nie chcemy skrzywdzić ponownie ofiary.

· Nie zostać ich Ofiarą, poprzez uleganie manipulacjom, czy zastraszaniu

· Trzymać na wodzy swoje traumy z własnych kontaktów ze sprawcami.

· Nie dać się zastraszyć etykietą „miłośnika przemocy” – pomaganie sprawcom nie oznacza przyklaskiwania ich agresywnemu postępowaniu

Kto może pracować ze sprawcami?

Na pewno nie - skrzywdzona ofiara. Na pewno nie - stronnik ofiary. Na pewno ktoś, kogo stać na w miarę wyraźny dystans do historii klientów, ale jednocześnie na życzliwe wysłuchanie i wspieranie ich celów. Przedstawiłem tutaj swój punkt widzenia , dotyczący pracy psychoterapeutycznej .Nie musi on dotyczyć obszarów innych profesji, mających do czynienia ze sprawcami i ich ofiarami. Świat jest rozmaity i rozmaicie trzeba w nim działać.

O autorze: Jacek Lelonkiewicz – psycholog, psychoterapeuta terapii uzależnień, psychoterapeuta krótkoterminowy BSFT. Od 1994 dyrektor Ośrodka Terapii Rodzin, prowadzący również terapię i szkolenia w Centrum Terapii Krótkoterminowej w Łodzi. 

 

Skontaktuj się z nami:
Tel.: 0 602 725 805

+426338861


E-mail:
mailto:jlelon@free.polbox.pl